piątek, 14 lutego 2014

~ Prolog ~



 08.08.2012r.
Stoję wśród wielu wrzeszczących ludzi. Zaczyna się Wielki Wyścig. Michał – mój chłopak obiecał mi, że po wygranej z tym skończy. Myślicie pewnie o czym mówię. Chodzi mi o największy nielegalny motocyklowy wyścig w kraju. Mój chłopak zgłosił się do niego mimo moich próśb o niewystartowanie. Miałam co do tego wyścigu złe przeczucia. Nie chciałam go zostawiać więc pojechałam z nim. Słyszę głos prowadzącego krzyczący START i motocykle ruszają. Patrzę tylko w jeden punkt – czarny pojazd Michała. Na początku jest ostatni, lecz po chwili wychodzi na prowadzenie. Zanim się obejrzałam zaczęli drugie kółko. Ostry zakręt. Chłopak nie zwalnia, choć powinien.  Widzę tylko jak uderza w bandę, później ludzie zasłaniają mi widok. Przepycham się w stronę wypadku. Gdy tam docieram Michał leży bezwładnie na ziemi. Klękam koło niego i kładę jego głowę na moje kolana. Ledwo oddycha. Ostatkiem sil otwiera oczy i mówi „Przepraszam… Zapomnij o mnie… Kocham Cię…”. Jego powieki opadają, a klatka piersiowa przestaje się unosić. Siedzę i tępo wpatruję się w chłopaka. Nie  mogę uwierzyć, że mnie opuścił… Po moim policzku spływa pojedyncza łza, lecz szybko ją wycierem. Kładę głowę na klatce piersiowej chłopaka i zamykam oczy. Potem nie widzę i nie czuję już nic.

______________________________________________

Mam nadzieję, że się podoba :) Proszę, jeśli to przeczytałeś zostaw komentarz. Dla ciebie to tylko parę słów, a dla mnie to motywacja do dalszego pisania. ~Antek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz