08.08.2012r.
Stoję wśród
wielu wrzeszczących ludzi. Zaczyna się Wielki Wyścig. Michał – mój chłopak
obiecał mi, że po wygranej z tym skończy. Myślicie pewnie o czym mówię. Chodzi
mi o największy nielegalny motocyklowy wyścig w kraju. Mój chłopak zgłosił się
do niego mimo moich próśb o niewystartowanie. Miałam co do tego wyścigu złe
przeczucia. Nie chciałam go zostawiać więc pojechałam z nim. Słyszę głos
prowadzącego krzyczący START i motocykle ruszają. Patrzę tylko w jeden punkt –
czarny pojazd Michała. Na początku jest ostatni, lecz po chwili wychodzi na
prowadzenie. Zanim się obejrzałam zaczęli drugie kółko. Ostry zakręt. Chłopak
nie zwalnia, choć powinien. Widzę tylko
jak uderza w bandę, później ludzie zasłaniają mi widok. Przepycham się w stronę
wypadku. Gdy tam docieram Michał leży bezwładnie na ziemi. Klękam koło niego i
kładę jego głowę na moje kolana. Ledwo oddycha. Ostatkiem sil otwiera oczy i
mówi „Przepraszam… Zapomnij o mnie… Kocham Cię…”. Jego powieki opadają, a
klatka piersiowa przestaje się unosić. Siedzę i tępo wpatruję się w chłopaka.
Nie mogę uwierzyć, że mnie opuścił… Po
moim policzku spływa pojedyncza łza, lecz szybko ją wycierem. Kładę głowę na
klatce piersiowej chłopaka i zamykam oczy. Potem nie widzę i nie czuję już nic.
______________________________________________
Mam nadzieję, że się podoba :) Proszę, jeśli to przeczytałeś zostaw komentarz. Dla ciebie to tylko parę słów, a dla mnie to motywacja do dalszego pisania. ~Antek
______________________________________________
Mam nadzieję, że się podoba :) Proszę, jeśli to przeczytałeś zostaw komentarz. Dla ciebie to tylko parę słów, a dla mnie to motywacja do dalszego pisania. ~Antek
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz